młodzież

Moda w prestiżowym liceum

Jesteś z jedynki, więc powiem Ci kim jesteś. Czy moda odgrywa ważną rolę w życiu licealistów? Czy sposób ubierania ma wpływa na to, jak odbierają Cię rówieśnicy? Poznaj zasady licealnego dress-codu. Dowiedz się gdzie tkwi klucz do modowego sukcesu.


Podarte spodnie, pognieciona koszula, kolorowe skarpetki i modne markowe buty – tak dzisiaj wygląda Piotrek, uczeń I Liceum Ogólnokształcącego w Bydgoszczy. Właśnie podchodzi do kumpli zapatrzonych w nowe iPhony 6. A wokół nich? Platynowe blondynki odziane w żałobne kolory, rozglądają się z dumnymi spojrzeniami po korytarzu, powtarzając w głowie motto „tylko ładni ludzie ubierają się na czarno”. W oddali słychać stukot obcasów – to Klaudia, która szybkim krokiem podąża na zajęcia w butach z najnowszej kolekcji modnej „sieciówki”.

To tylko część osobowości, które zaobserwowałam będąc uczennicą prestiżowego „ogólniaka”. Miałam przyjemność obcować z różnorodnymi modowymi gatunkami i z pełną szczerością przyznaję, że w słynnej jedynce panuje określony „dress code”, lecz nie tylko. Ta szczególna moda wprowadza znacznie więcej, co na razie ukrywam pod znakiem zapytania. Zapraszam do lektury.

Klucz do modowego sukcesu

Markowy, najnowszy, najmodniejszy, czarny – to słowa klucze, które określają podstawowe zasady dobrego stylu. Wszystko powinno się nawzajem uzupełniać i tworzyć gustowną całość, pominięcie choć jednego elementu świadczy tylko o braku wyczucia i automatycznie zmniejsza szansę przynależności do elity (tak, hierarchia społeczna to również  część „jedynkowej” mody).

Mam świadomość, że przeciętny czytelnik nie do końca będzie wiedział co dokładnie owy klucz w sobie zawiera. Odpowiedź zabrzmi banalnie, jednak to głębsze niż może się wydawać. Przykładowo, markowe, znane „sieciówki” wymagają odpowiedniej selekcji, ponieważ nie wszystkie spełniają wymagania naszego „dress codu”. Poza gustem, liczy się również przepych, zatem owa „sieciówka” musi oferować nam wrażenie wysokiego statusu społecznego. Czarny? Nie oznacza, że możemy ubrać cokolwiek czarnego z naszej garderoby. Nigdy nie zapominaj, że nadal musisz wyglądać „jak milion dolarów”. Jednak zachodzi tu pewien paradoks – ma być bogato, ale minimalistycznie. Nie przesadzaj z dodatkami, bo Twój najnowszy iPhone zastępuje większość szczegółów. Wystarczy Ci modna, czarna torebka (dobrze, żeby miała frędzle) lub mały plecak z kolekcji znanej, sportowej firmy. Możesz dodać złoty zegarek – najlepiej cyfrowy, w „oldschoolowym” stylu. Kapelusze, czapki i szaliki to synonimy Twojej artystycznej duszy, zatem pokaż wszystkim swoją Werterowską wrażliwość.

Warto wspomnieć, że trochę inny „dress code” przypisuje się chłopakom. Ta grupa również przestrzega powyższego dekalogu, jednak w ich regulaminie stawia się na kolor! Jaskrawe skarpetki, kolorowe czapki z pomponami, wielobarwne koszulki, wąskie jeansy i podwinięte nogawki, tak aby było widać najnowsze buty topowej, sportowej marki. Poza tym cała reszta klucza do sukcesu się zgadza.

Kolejne punkty  „modowego dekalogu” wciąż odnoszą się do wizualnej strony naszego wyglądu. Jednym z dość istotnych przykładów jest odpowiednia fryzura. Chodząc do tytułowej szkoły musisz zainwestować w mistrza nożyczek. Odpowiednie strzyżenie sprawi, że Twój strój nabierze jeszcze więcej klasy i smaku. Dziewczyny obowiązują długie, proste włosy, przedziałek na środku i nie waż się nawet zakrywać czoła niemodną grzywą. Przygotuj się na męki z platynową farbą, albo zdecyduj się na modne „ombre”, a będziesz o krok bliżej, by stać się ikoną stylu. Płeć męska znajduje się w nieco bardziej komfortowej sytuacji – wystarczą dobrze wymodelowane i przycięte dłuższe włosy. Wszelkie wspomagacze surowo zabronione, ponoć suszarka potrafi zdziałać cuda. Zatem kolejny ząbek naszego klucza, to gustowna fryzura, którą również dotyczy minimalizm. Nigdy nie baw się w wymyślne fryzury – nawet niewinny kucyk może zniszczyć Twoją reputację, lepiej przemień go w niestarannego koka, a każdy doceni Twoją naturalną zdolność do artystycznego nieładu.

Mainstream to grzech ciężki

Pora zagłębić się w mentalną stronę „modnego regulaminu”. Skupię się na podstawowym nurcie myślowym. Mianowicie, wśród omawianej grupy licealistów istnieje przekonanie, że popieranie mainstreamu to najgorsza cecha. Czym jest mainstream? To komercja, za którą podąża masa szarych ludzi bez osobowości i jakiegokolwiek gustu, zatem obowiązkiem każdego „jedynkowicza” jest całkowite wyzbycie się podążania za komercją. Modny jest indywidualizm i niezależność. Nic, co alternatywne, nie jest mi obce. Jeżdżę tylko na „Indie” festiwale muzyczne, odwiedzam tylko staromodne „miejscówki”, nie piję zwykłej kawy, czytam ambitną literaturę, jestem miłośnikiem Salvadora Dali oraz uwielbiam filmy niskobudżetowe – przecież mają najbardziej ambitny przekaz. Współczesne kino i radio nie ma nic głębokiego do zaoferowania, to tylko płytka idea zbyt pewnych siebie reżyserów.

Należąc do elitarnej „jedynki”, stajesz się prawdziwym koneserem wszystkich dziedzin kultury i sztuki. Wiesz, co jest warte uwagi i podziwu, a co powinno być surowo zabronione i ocenzurowane, by nie ogłupiać i tak już zdegrengolowanego społeczeństwa. Jeśli potrafisz odróżnić komercję od mainstreamu, to otrzymujesz zaszczytne miano modowego mistrza.

Który papieros do mnie nie pasuje?

Zbliżając się ku końcowi, nie odmówię sobie przyjemności, by wspomnieć o najbardziej absurdalnym czynniku. Czy pamiętasz czytelniku kiedy papierosy dodawały kobietom seksapilu, a mężczyznom powagi? Choć w obecnych czasach cały świat wyraźnie buntuje się przeciwko uciążliwemu nałogowi, młodzież z „jedynki” traktuje to jako atut i element mody. Każdy absolwent lub uczeń owej szkoły doskonale wie, co mam na myśli. Bo nie w samym nałogu rzecz – lecz istota tkwi w ich kształcie, zapachu i marce. Ten, który mógł pozwolić sobie na zakup słynnych „Marlboro”, otrzymywał aprobatę wszystkich palaczy. Palenie tych szczególnych wyrobów tytoniowych świadczyło o doskonałym guście i idealnym dopasowaniu marki do swojego „unikatowego” stylu. Każdy taki papieros, który został spalony podczas przerwy, dodawał uznania wśród reszty tytoniowych koneserów. Kiedy fundusze uniemożliwiły zakupienie kolejnej paczki, po tańsze się nie chwytało, bo niemodne, bo brzydkie, bo jak tanie, to niedobre, a stylu sobie nikt umyślnie nie odejmie. Strach było narazić się na minus, kiedy moda surowo tego zabraniała.

„TAK, JESTEM Z JEDYNKI” – ODPOWIEDZIAŁAM Z DUMĄ, W NOWYCH BUTACH AMBITNIE PLANUJĄC PRZYSZŁOŚĆ

Czytając powyższe akapity zapewne każdy, kto zmierzył się z normalnym liceum, pomyśli, że to zbiorowisko zadufanych i pustych ludzi, którzy żyją w płytkiej, zamglonej rzeczywistości i tylko wydaje im się, że podążają za modą. Wcale się nie dziwię, bo przedstawiłam moje własne liceum w dość złym świetle. Jednak ponownie podkreślam, iż cały artykuł zawiera w sobie dużo przekąsu i ironii. Wszystko ma w sobie ziarnko prawdy, a ja szczerze przyznaję, że powyższym wpływom sama uległam. Najgorsze, co przyswoiłam, to tytoniowy nałóg. Jednak porzuciłam złe przyzwyczajenia, gdyż wolę być modna z głową. Nie dążyłam nigdy, by należeć do elity, jednak zwracałam uwagę na to, żeby być na czasie, nadążać za trendami i nie odstawać od rówieśników. Z jednej strony była to walka o przetrwanie i uznanie, a z innej perspektywy podobało mi się to, bo po prostu kocham modę! Trafiłam w środowisko, gdzie lubiłam podpatrywać, co jest na czasie, by potem samemu mieć satysfakcję z tego, że dobrze wyglądam. Dzięki temu utożsamiam się ze swoim strojem i uważam, że bardzo głośno mówi kim jestem. Moda to nie tylko zabawa, ale też osobowość, którą dzięki owej szkole zdołałam wykreować. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się to niezdrowe, to z autopsji wiem, że napędzało mnie to, by być barwną i coraz lepszą osobą. Gdy posiadłam daną wiedzę, pragnęłam by zarażać nią innych i wprowadzać ją w obieg. Szczerze przyznaję, że uwielbiałam tę szkołę, moich przyjaciół i modę, którą żyła. To było moje miejsce, moja pracownia tożsamości i własnego stylu. A poza modą samą w sobie, na topie była też nauka, którą mało kto lekceważył. Brak ambicji, celów i brak chęci do zadbania o swoją przyszłość zdecydowanie są passé. Inteligencja, zainteresowania i kształtowanie swojego spojrzenia na świat są nowatorskie i kultowe!

Podsumowując, na przykładzie własnych doświadczeń, które wyniosłam z licealnych lat otwarcie mówię – bądźmy modni! Podążajmy za trendami, ale nie traćmy w tym siebie, wykreujmy swój własny styl, który może być modny dla innych. Uzupełniajmy się nawzajem, dzielmy się zainteresowaniami, pasjami oraz celami, które również mogą być przebojowe dla innych. To jest prawdziwa moda – nie tylko z gustem i smakiem, ale też z głową. Dziękuję za tę lekcję „jedynko”.

 

Sonia Adamkiewicz